Krucjata przeciwników szczepienia dzieci przeciwko polskim lekarzom zbliża się do końca. Doktor Dawid Ciemięga nie wytrzymał i postanowił skierować sprawę do sądu po tym, jak stoczył bardzo trudny bój z hejterami w internecie.

Wojnę antyszczepionkowców (których, tak naprawdę można nazywać po imieniu – proepidemikami) z doktorem Dawidem Ciemięgą od jakiegoś czasu śledziło wielu internautów. Lekarz długo tłumaczył, jakie znaczenie mają szczepionki dla naszego zdrowia. Popiera go zresztą większość jego kolegów i koleżanek po fachu, m.in. prezes Śląskiej Izby Lekarskiej, a także Główny Inspektor Sanitarny, Marek Posobkiewicz. Ciemięga cierpliwie odpowiadał na pytania, pisał o alergiach, a nawet dementował absurdalne plotki, o tym, że aplikator do wysysania kataru podłączony do odkurzacza może wyssać dziecku mózg. Miał on ogromną cierpliwość i wyrozumiałość dla zlęknionych rodziców i chętnie z nimi rozmawiał.
Ktoś pomyślałby, że rozsądnie myślący, dorosły człowiek nie będzie wierzył w bajdurzenie jakichś przypadkowych krzykaczy w internecie. Pobożne życzenia. Doktor Ciemięga musiał stoczyć dość nierówną bitwę z „Tyskim Zrzeszeniem Mam i Ojców”, które zaczęło szkalować go w sieci i wystawiać mu negatywne komentarze (i to mimo tego, że nigdy u niego nie byli). Lekarz się nie poddawał. Teraz będzie walczył w sądzie z dziewięcioma przedstawicielami osławionego STOP NOP i będzie się domagał się od nich, żeby wpłacili pieniądze na hospicjum dziecięce.

Antyszczepionkowcy atakują lekarza
Musimy wyjaśnić, że STOP NOP to grupa, która postanowiła doprowadzić do nieszczepienia dzieci. Ich zdaniem szczepionki powodują różnego rodzaju powikłania, m.in. są odpowiedzialne za spektrum autyzmu, bo pierwsze objawy tego zaburzenia są zbliżone czasowo z pierwszymi szczepieniami. Dlatego uważają, że jest to wina szczepionek. I nie zwracają uwagi na to, że światowe sławy medyczne zastanawiają się nad tym, co powoduje zespół Kannera. Mnóstwo przypadkowych osób z internetu bez żadnego wykształcenia kierunkowego ma już swoją hipotezę i będzie ją forsować, nawet kosztem zdrowego rozsądku. Antyszczepionkowcy często przypominają pod tym względem rodzaj bakterii: namnażają się bez opamiętania, atakują osłabioną tkankę społeczeństwa, a na dodatek ich działania mogą doprowadzić do czyjejś śmierci.
Doktorowi Ciemiędze obrywa się na wszystkich frontach. Za to, że namawia do szczepień, za to, że studiował prywatnie, za to, że krytykuje homeopatię i medycynę alternatywną.
W całej tej gromadzie antyszczepionkowców znalazł się nawet pan Jerzy, znany chyba wszystkim ze swoich poglądów o tym, że witamina C jest prawdziwym panaceum. Jego wyznawcy wyzywali Ciemięgę od morderców, ludobójców, pseudodoktorów i pisali że ma krew na rękach.

Na Zachodzie już walczą
Doktorowi Ciemiędze w końcu puściły nieco nerwy i nazwał antyszczepionkowców idiotami. Ci za chwilę zagrozili mu zbiorowym pozwem za obrazę. Lekarz bardzo dowcipnie ich „przeprosił” i chyba nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie miał tłumaczyć się przed sądem. Zresztą, na razie to on pozywa ich.
Jeśli Dawid Ciemięga wygra proces, będzie to bardzo dobry znak dla medycyny i zdrowego rozsądku. Zresztą, w całym cywilizowanym świecie „proepidemicy” przegrywają na wielu frontach. Przykładem może być sprawa weganki, która nie chciała szczepić dziecka, a którą zmusił do tego sąd w Wielkiej Brytanii (nie był to zresztą tam pierwszy taki przypadek). Inna matka – z Michigan – odmówiła szczepienia swojego syna, więc została skazana na więzienie.
Może wreszcie i nasze sądy nakłonią antyszczepoinikowców do chwili zastanowienia. Bo efekty ich „działalności” już widać w postaci epidemii odry na północy Polski, na która zapadają nie tylko dzieci, ale tez dorośli, w tym np. lekarze ze szpitalnego oddziału pediatrii.