Misja Politechnika zaczęła się z małymi problemami, ze względu na awarię auta drużyna gości zameldowała się w hali z godzinnym opóźnieniem. Nie było to jednak problemem dla większości KS CONSTRACT, którzy albo cierpliwie czekali albo bardzo szybko informowali się o zmianie godziny. Jeśli znaleźli się tacy, którzy zdecydowali się zrezygnować mają teraz czego żałować.

Pierwsza połowa spotkania w żaden sposób nie zapowiadała tego, co wydarzyło się w czasie drugiej odsłony. Dwie szybko stracone bramki sparaliżowały Lubawian na całą pierwszą połowę. Zespół grał wolno i bez pomysłu, a uskrzydleni łatwo zdobytym prowadzeniem goście prezentowali się zdecydowanie lepiej na tle Lubawian. Kilka doskonałych interwencji Kacpra Zelma sprawiło, że przed przerwą więcej bramek nie straciliśmy, a z rzutu karnego bramkę kontaktową zdobył Patryk Szczepaniak.

Nie zostawało nic innego jak wierzyć, że w drugiej odsłonie zespół się przebudzi i zacznie odważnie i szybko atakować rywali. Początki jednak nie były łatwe, bo zamiast wyrównac stracilismy 3 bramkę w tym spotkaniu i trudno było wierzyć, że będzie nas stać na jakikolwiek zryw w tym spotkaniu.

Wszystkim niedowiarkom oczy otworzył Miłosz Jarzembowski, który przed spotkaniem przejął opaskę kapitańska od Daniela Sass.
 Szybka wymiana piłki i dużo więcej biegania zaskoczyło pod męczonych pierwszą połową rywali. Ci szybko notowali kolejne faule i już w 8 minucie drugiej połowy mieli na koncie 5 przewinień. Napór trwał Constract znacznie częściej zaczął uderzać na bramkę gości. Po jednym ze strzałów Miłosza Jarzembowskiego piłka odbijając się po drodze od obrońców trafiła do bramki. Wynik 3:2 wrócił nadzieję na odmianę losów spotkania. Cóż jednak z tego, kiedy goście zaledwie 30 sekund później po raz kolejny odskoczyli na 2 bramki. Kacpra Zelma strzałem głową pokonał Marcin Pawlicki.

Horror trwał w najlepsze, nowy kapitan dał kolejny sygnał:  Walka trwa i wszystko jeszcze możemy zmienić. Kolejna kontaktowa bramka autorstwa Miłosza Jarzembowskiego. W tym momencie zespół poczuł, że jest w stanie odwrócić losy spotkania. W sukurs kapitanowi przyszedł Paweł Ossowski i dał wyrównanie, a zawodnicy Michała Janiaka nie bardzo wiedzieli, co się dzieje w tym fragmencie gry. Koncertowa gra Constractu trwała w najlepsze, a wisienkę na torcie postawił Krzysztof Wasiak. Na 5 minut przed końcem objęliśmy prowadzenie. To, co przez 30 minut spotkania było wręcz niewyobrażalne w kolejnych pięciu stało się faktem. Futsal pokazał swoje najpiękniejsze oblicze i wywołał całą masę wspaniałych futsalowych emocji.

Goście co prawda walczyli do końca, próbując wyrównać grając z wycofanym bramkarzem jak się okazało wyczerpali już limit szczęścia w tym spotkaniu i 3 punkty zostały w Lubawie.

Dzięki temu zwycięstwu KS CONSTRACT utrzymał jednopunktową stratę do MOKS-u Białystok. Musimy jednak pamiętać, że Białostocczanie mają do rozegrania zaległ spotkanie z Mieszko Gniezno. Walka trwa w najlepsze i należy się spodziewać, że kolejne spotkania będą miały podobny przebieg. Emocji z pewnością nie zabraknie, a kibicom pozostaje mieć nadzieję, że nie zabraknie też punktów potrzebnych do walki o FUTSAL EKSTRAKLASĘ.

Przed nami bardzo pracowity tydzień, w następny weekend zespół czeka 3 dniowy maraton wokół Białegostoku. W sobotę w ramach rozgrywek ligowych KS CONSTRACT zmierzy się z HELIOSEM BIAŁYSTOK, a dzień później w FUTSALOWYM PUCHARZE POLSKI podejmie  SOKÓŁ 1945 SOKÓŁKA.